(Ally)
Dlaczego ja to zrobiłam? Dlaczego pocałowałam Jacka? Jestem głupia... Tylko żeby Austin mi wybaczył... Kiedy przyszłam na łóżko, od razu walnęłam na łóżko. Chciało mi się spać, ale nie mogłam zasnąć. Wreszcie się na to zdecydowałam. Wiem, że to było z mojej strony nie rozsądne. Zeszłam na dół. Moich rodziców nie było w domu. Powoli skierowałam się w stronę szafki z lekami. Otworzyłam ją. Wyjęłam małe pudełeczko z tabletkami nasennymi. Zażyłam jedną. Na wszelki wypadek, wzięłam całe pudełko na górę. Położyłam się na łóżku. Znowu nie mogłam zasnąć. Wzięłam jeszcze dwie tabletki. Kiedy się położyłam trzeci raz, nareszcie usnęłam....
(Austin)
Po 23 wróciłem do domu Ally. Chciałem zabrać moje rzeczy. Kiedy weszłem do jej pokoju, brunetka spała. Nagle walnęłem nogą o jakiś stolik.
- Kurwa! - krzyknąłem.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Ally nawet nie drgnęła. Podszedłem do niej. Powoli ją ruszyłem. Nic. Zaczęłem ją mocniej kołysać.
- Ally, to nie jest śmieszne...
Brunetka nadal się nie obudziła. Na jej szafce zauważyłem puste do połowy pudełko z lekami. Wiedziałem co się stało.
- Ja jebie... - powiedziałem.
Wyjąłem telefon. Wykręciłem numer po pogotowie. Opisałem im sytuację. Powiedzieli, że przyjadą. Wyszedłem na dwór z dziewczyną na pole. Znaczy, trzymałem ją na rękach. Szybko nadjechał ambulans. Dali ją na nosze i zmierzyli puls.
- Żyje... - powiedział ratownik.
- Mogę jechać z wami? - zapytałem. - Jestem jej chłopakiem...
Mężczyzna pokiwał głową.
- Bo ona jest w ciąży... - powiedziałem cicho.
- Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą - odparł z uśmiechem drugi ratownik.
WTF, pomyślałem. Postanowiłem, że zadzwonie do rodziców Ally. Byli zdenerwowani, ale obiecali że przyjadą. Bałem się. O Ally i nasze dziecko. Trzymałem ją za rękę. Kiedy dojechaliśmy, od razu przewieźli ją na salę operacyjną. Usiadłem na krzesełku. Ręce mi się trzęsły, i się spociłem. Zaraz przybiegli rodzice Ally. Opowiedziałem im wszystko. Teraz pozostało nam czekać...
Po godzinie wyszedł lekarz. Nie miał szczęśliwej miny.
- Co z Ally? - zapytałem.
- Mam dwie wiadomości. Dobrą i złą.
- Niech pan najpierw powie dobrą - powiedział tata Ally.
- Panna Ally żyje. A zła to tak... Panna Ally straciła ciąże...
Nie wierzyłem w to. Jak to możliwe? Stałem chyba z 10 minut, nie dowierzając w jego słowa. Nasze dziecko... Ono umarło... Jak Ally na to zareaguje? Byłem chyba najbardziej nieszczęśliwym człowiekiem na świecie. Po chwili z sali wyjechała brunetka. Była podłączona do kilku rurek. Była nieprzytomna. Pielęgniarki zawiozły ją do osobnej sali. Rodzice Ally musieli jechać do domu. Ja przy niej zostałem. Oparłem się na krześle obok jej krzesła. Nawet nie pamiętałem momentu, w którym zasnęłem...
- Austin... - obudził mnie jakiś cieniutki głos.
- Ally - od razu się zerwałem.
- Co z naszym dzieckiem?
- Ono... - ciężko było mi to powiedzieć - Nie żyje... Poroniłaś...
Brunetka zaczęła gorzko płakać. Próbowałem ją jakoś pocieszyć.
- Ally, jestem przy tobie. Obiecuję, że nigdy cię nie zostawie...
- Ale... Jakaś część mnie umarła... Dlaczego wzięłam te tabletki? - była zrozpaczona.
- Nie płacz już, proszę - otarłem jej łzy z policzka.
Nagle do sali wparowali rodzice Ally.
- Dziecko... Tak mi przykro - matka dziewczyny przytuliła ją.
- Ally, musimy ci z mamą coś powiedzieć - rzekł surowym tonem ojciec.
- Wiem... Nasze dziecko nie żyje...
- Nie to. Wyprowadzamy się z Londynu - powiedziała mama brunetki.
- Ale gdzie?
- Do Miami. Kupiłem sklep. Będziemy sprzedawać instrumenty muzyczne. Wyjedżamy za dwa tygodnie.
- Ale jak to? - wtrąciłem się.
- A ty nie jedziesz. Chyba że, kupisz sobie bilet i mieszkanie w Miami, bo nie będziesz żył na naszym utrzymaniu.
Wybiegłem z sali. Wkurwił mnie. Wyszedłem na świerze powietrze. Wiem, co by mi poprawiło humor. Wybrałem numer do Deza.
- Halo? - odebrał.
- Dez, to ja Austin. Musimy się zobaczyć i pogadać.
- Dobra. To gdzie?
- Jestem głodny. Czyli w pizzeri obok metra.
- Dobra. Zaraz będę.
wtorek, 28 stycznia 2014
wtorek, 14 stycznia 2014
Rozdział 24
(tydzień później, 10 sierpnia, Ally)
Przez te siedem dni mieszkaliśmy u Shane'a. Moja mama dzwoniła kilka razy, ale nie chciałam z nią rozmawiać. Do Austina przyszła tylko Perrie dwa razy. Mówiła, że ojciec jej nie pozwala.Pewnego dnia, przyszli moi rodzice..
- Skąd wiedzieliście, że tu jesteśmy? - zapytałam.
- Nie trudno było się domyślić... - odparł Lester.
- Ally, Kate, my chcemy, żebyście wrócili... - powiedziała matka.
- Ale bez niego - rzekł surowym tonem ojciec patrząc złowrogo na Austina.
- Bez Austina?! W życiu... - odrzekłam łapiąc go za rękę.
- Dobra... On też - powiedział ojciec.
Spojrzałam na blondyna. On uśmiechnął się. Pobiegliśmy wziąść swoje rzeczy. Kiedy wróciliśmy, tata rozmawiał z Shane'em. Wsiedliśmy do auta. Przez całą drogę było cicho. Nagle zadzwonił telefon Austina. Odebrał. Co chwile potakiwał, a na końcu uśmiechnął się.
- Mój tata. Chce się spotkać. Wiesz, takie męskie spotkanie - szepnął.
- To fajnie - uśmiechnęłam się.
Kiedy dojechaliśmy, chłopak wziął nasze bagaże. Wreszcie padłam na moje łóżko, a Austin położył się obok mnie. Po kilku minutach poszedł wziąść prysznic. Ja sięgnęłam po moją ulubioną książkę. Kiedy Austin przyszedł zapytał:
- Która koszula? Niebieska, czy w kratkę?
- Niebieska - odparłam nie odrywając wzroku od lektury.
Blondyn jeszcze chwilę się zbierał. Kiedy miał zamiar wyjść, podeszłam do niego i szepnęłam:
- Uważaj na siebie.
- Będę - odszepnął i pocałował czule.
Kiedy wyszedł, nie miałam co robić. Postanowiłam, że pójdę do parku. Gdy usiadłam na ławce. Nagle tak jakoś mi się dziwnie w głowie zakręciło...
- Ally, wszystko w porządku? - usłyszałam nad sobą ciepły, męski głos. Od razu go rozpoznałam. Popatrzyłam w górę.
- Jack?
Jack był moi najlepszym przyjacielem. Niestety, wyjechał z rodzicami. Kiedy go ostatnio widziałam, był rudy i miał wystające zęby. Teraz uwagę przykuwały jego głebokie, niebieskie oczy, które idealnie grały z włosami bruneta.
- Tak, to ja - posłał mi czarujący uśmiech.
- Kiedy przyjechałeś?
- W tamtym tygodniu.
Chłopak dosiadł się do mnie. Dowiedziałam się, że mieszka w Chicago i gra w koszykówkę.
- Może pójdziemy do mnie? - zapytał.
- Chętnie.
(Austin)
Wyszedłem, ale miałem jeszcze dużo czasu. Poszedłem do parku. Nagle zobaczyłem... Ally z jakimś brunetem? Postanowiłem ich obserwować. Wstała z nim z ławki. Śledziłem ich. Nagle zaczeli o czymś rozmawiać, i chłopak nagle pocałował Ally. Chciałem go zabić. Tylko, brunetka odwzajemniała ten pocałunek.
- Ally!? - krzyknąłem.
Siedemnastolatka szybko się od niego oderwała. Przybiegła do mnie.
- Austin, przepraszam, ja nie wiem dlaczego to zrobiłam...
- Pierdol się - odparłem obojętnie.
Udałem się w stronę baru. Chciałem się nachlać do nieprzytomności.
- Austin, nie... - usłyszałem z sobą, ale nie odwracałem się...
(Jack)
- Co to za typ? - zapytałem podchodząc do roztrzęsionej Ally.
- To mój chłopak i... Ojciec naszego dziecka...
- CO?!
Brunetka pokiwała głową. Objąłem ją ramieniem, i odprowadziłem do domu. Kiedy doszliśmy, Ally szepnęła:
- Dziękuję.
Ja się uśmiechnąłem. Kiedy weszła do domu, ja wyjąłem telefon. Napisałem SMSa z treścią: "Tam gdzie zawsze." Wsiadłem w odpowiedni autobus. Po dziesięciu minutach, byłem na miejscu. Zauważyłem charakterystyczne czarne Porshe. Poszedłem w jego stronę.
- I co? - zapytała Kira, kiedy usiadłem z tyłu.
- Jest prawie moja tylko... Potrzebuje kasy....
- Masz - Elliot podał mi kopertę - A teraz spadaj.
Wysiadłem z auta, a Porshe odjechało z piskiem opon. Wyjąłem banknoty i zacząłem je przeliczać. Co za knoty, dali mi dwieście funtów! Ale teraz już nic nie mogę zrobić. Wolnym krokiem powlokłem się do domu...
Przez te siedem dni mieszkaliśmy u Shane'a. Moja mama dzwoniła kilka razy, ale nie chciałam z nią rozmawiać. Do Austina przyszła tylko Perrie dwa razy. Mówiła, że ojciec jej nie pozwala.Pewnego dnia, przyszli moi rodzice..
- Skąd wiedzieliście, że tu jesteśmy? - zapytałam.
- Nie trudno było się domyślić... - odparł Lester.
- Ally, Kate, my chcemy, żebyście wrócili... - powiedziała matka.
- Ale bez niego - rzekł surowym tonem ojciec patrząc złowrogo na Austina.
- Bez Austina?! W życiu... - odrzekłam łapiąc go za rękę.
- Dobra... On też - powiedział ojciec.
Spojrzałam na blondyna. On uśmiechnął się. Pobiegliśmy wziąść swoje rzeczy. Kiedy wróciliśmy, tata rozmawiał z Shane'em. Wsiedliśmy do auta. Przez całą drogę było cicho. Nagle zadzwonił telefon Austina. Odebrał. Co chwile potakiwał, a na końcu uśmiechnął się.
- Mój tata. Chce się spotkać. Wiesz, takie męskie spotkanie - szepnął.
- To fajnie - uśmiechnęłam się.
Kiedy dojechaliśmy, chłopak wziął nasze bagaże. Wreszcie padłam na moje łóżko, a Austin położył się obok mnie. Po kilku minutach poszedł wziąść prysznic. Ja sięgnęłam po moją ulubioną książkę. Kiedy Austin przyszedł zapytał:
- Która koszula? Niebieska, czy w kratkę?
- Niebieska - odparłam nie odrywając wzroku od lektury.
Blondyn jeszcze chwilę się zbierał. Kiedy miał zamiar wyjść, podeszłam do niego i szepnęłam:
- Uważaj na siebie.
- Będę - odszepnął i pocałował czule.
Kiedy wyszedł, nie miałam co robić. Postanowiłam, że pójdę do parku. Gdy usiadłam na ławce. Nagle tak jakoś mi się dziwnie w głowie zakręciło...
- Ally, wszystko w porządku? - usłyszałam nad sobą ciepły, męski głos. Od razu go rozpoznałam. Popatrzyłam w górę.
- Jack?
Jack był moi najlepszym przyjacielem. Niestety, wyjechał z rodzicami. Kiedy go ostatnio widziałam, był rudy i miał wystające zęby. Teraz uwagę przykuwały jego głebokie, niebieskie oczy, które idealnie grały z włosami bruneta.
- Tak, to ja - posłał mi czarujący uśmiech.
- Kiedy przyjechałeś?
- W tamtym tygodniu.
Chłopak dosiadł się do mnie. Dowiedziałam się, że mieszka w Chicago i gra w koszykówkę.
- Może pójdziemy do mnie? - zapytał.
- Chętnie.
(Austin)
Wyszedłem, ale miałem jeszcze dużo czasu. Poszedłem do parku. Nagle zobaczyłem... Ally z jakimś brunetem? Postanowiłem ich obserwować. Wstała z nim z ławki. Śledziłem ich. Nagle zaczeli o czymś rozmawiać, i chłopak nagle pocałował Ally. Chciałem go zabić. Tylko, brunetka odwzajemniała ten pocałunek.
- Ally!? - krzyknąłem.
Siedemnastolatka szybko się od niego oderwała. Przybiegła do mnie.
- Austin, przepraszam, ja nie wiem dlaczego to zrobiłam...
- Pierdol się - odparłem obojętnie.
Udałem się w stronę baru. Chciałem się nachlać do nieprzytomności.
- Austin, nie... - usłyszałem z sobą, ale nie odwracałem się...
(Jack)
- Co to za typ? - zapytałem podchodząc do roztrzęsionej Ally.
- To mój chłopak i... Ojciec naszego dziecka...
- CO?!
Brunetka pokiwała głową. Objąłem ją ramieniem, i odprowadziłem do domu. Kiedy doszliśmy, Ally szepnęła:
- Dziękuję.
Ja się uśmiechnąłem. Kiedy weszła do domu, ja wyjąłem telefon. Napisałem SMSa z treścią: "Tam gdzie zawsze." Wsiadłem w odpowiedni autobus. Po dziesięciu minutach, byłem na miejscu. Zauważyłem charakterystyczne czarne Porshe. Poszedłem w jego stronę.
- I co? - zapytała Kira, kiedy usiadłem z tyłu.
- Jest prawie moja tylko... Potrzebuje kasy....
- Masz - Elliot podał mi kopertę - A teraz spadaj.
Wysiadłem z auta, a Porshe odjechało z piskiem opon. Wyjąłem banknoty i zacząłem je przeliczać. Co za knoty, dali mi dwieście funtów! Ale teraz już nic nie mogę zrobić. Wolnym krokiem powlokłem się do domu...
sobota, 4 stycznia 2014
Rozdział 23
(Ally)
- Jak dasz na imię jemu albo jej? - zapytałam Kate.
- Nie zastanawialiśmy się - odparła z uśmiechem. - Ale jak już, to Lux.
- A chłopiec?
- Nie, to na pewno będzie dziewczynka - zaśmiała się.
Dochodziła już 21. Siedziałam z siostrą na kanapie, i piłyśmy kakałko. Jak dawniej... Shane i Austin poszli... Nawet nie wiem gdzie. Gdzieś wychodzili, mówili że wrócą w nocy, więc pewnie do baru. Mniejsza o to... Byłam zmęczona, postanowiłam się już położyć.
- Dobra, ja idę, dobranoc - powiedziałam do siostry i poszłam do łóżka.
Nie mogłam zasnąć. Cały czas przewracałam się z boku na bok. Myślałam, co będzie ze mną i Austinem. Po jakimś czasie, udało mi się przejść w objęcia Morfeusza. Obudziłam się po północy. Znaczy, któs mnie obudził. To był Austin. Chłopak był nawalony jak świnia, i trzymał ze sobą wiekieeego misia. Wstałam z łóżka, a on uklęknął przedemną i zaczął mruczeć:
- Popatrz, jakiego ci ładnego misia tatuś kupił...
- Tak, śliczny, ale dzisiaj śpisz na kanapie - powiedziałam.
- Nie, to ja śpię z mamusią - nie wiedział co mówił.
- Austin, to ja mówię, Ally, śpisz na kanapię, nie będę spała z tobą, jeżeli jesteś taki pijany.
- Jak chcesz, ale żałuj - zostawił misia koło łóżka i poszedł.
Ja położyłam się na łóżku. Po pięciu minutach, spałam.
(Austin)
Obudziłem się o 10. Miałem meeega kaca. Widziałem że wszyscy już są na nogach. Wstałem. Podszedłem do lodówki, i wlałem sobie mleka do szklanki. Ally przytuliła się do mnie.
- Ładnego misia kupiłeś Olivii albo Nicky'emu - uśmiechnęła się.
- No wiem - pocałowałem ją.
- Kochany jesteś.
- No wiem - powtórzyłem.
- Awww - zrobiła Kate.
Ally zrobiła mi śniadanie. Potem wybraliśmy się na spacer. Objąłem ją ramieniem. Poszliśmy do parku. Usiedliśmy na ławce.
- Pamiętasz naszą rozmowę sprzed dwóch tygodni? - zapytała nagle.
- Pamiętam każdą naszą rozmowę.
- Powiedziałeś, że nie boisz się, że będziemy mieli dziecko, bo mamy rodzinę, a teraz jak sądzisz?
- Tak, przyznaję, trochę się boję, ale damy radę - uśmiechnęłem się i ścisnąłem mocno jej dłoń. Dziewczyna odwzajemniła oba gesty.
- Kocham cię - szepnęła.
- Ja ciebie bardziej - odszepnąłem i pocałowałem ją w czoło.
NO hejjj ;) przepraszam, że taki krótki, ale nie dałam rady dalej :// komentujcie!
- Jak dasz na imię jemu albo jej? - zapytałam Kate.
- Nie zastanawialiśmy się - odparła z uśmiechem. - Ale jak już, to Lux.
- A chłopiec?
- Nie, to na pewno będzie dziewczynka - zaśmiała się.
Dochodziła już 21. Siedziałam z siostrą na kanapie, i piłyśmy kakałko. Jak dawniej... Shane i Austin poszli... Nawet nie wiem gdzie. Gdzieś wychodzili, mówili że wrócą w nocy, więc pewnie do baru. Mniejsza o to... Byłam zmęczona, postanowiłam się już położyć.
- Dobra, ja idę, dobranoc - powiedziałam do siostry i poszłam do łóżka.
Nie mogłam zasnąć. Cały czas przewracałam się z boku na bok. Myślałam, co będzie ze mną i Austinem. Po jakimś czasie, udało mi się przejść w objęcia Morfeusza. Obudziłam się po północy. Znaczy, któs mnie obudził. To był Austin. Chłopak był nawalony jak świnia, i trzymał ze sobą wiekieeego misia. Wstałam z łóżka, a on uklęknął przedemną i zaczął mruczeć:
- Popatrz, jakiego ci ładnego misia tatuś kupił...
- Tak, śliczny, ale dzisiaj śpisz na kanapie - powiedziałam.
- Nie, to ja śpię z mamusią - nie wiedział co mówił.
- Austin, to ja mówię, Ally, śpisz na kanapię, nie będę spała z tobą, jeżeli jesteś taki pijany.
- Jak chcesz, ale żałuj - zostawił misia koło łóżka i poszedł.
Ja położyłam się na łóżku. Po pięciu minutach, spałam.
(Austin)
Obudziłem się o 10. Miałem meeega kaca. Widziałem że wszyscy już są na nogach. Wstałem. Podszedłem do lodówki, i wlałem sobie mleka do szklanki. Ally przytuliła się do mnie.
- Ładnego misia kupiłeś Olivii albo Nicky'emu - uśmiechnęła się.
- No wiem - pocałowałem ją.
- Kochany jesteś.
- No wiem - powtórzyłem.
- Awww - zrobiła Kate.
Ally zrobiła mi śniadanie. Potem wybraliśmy się na spacer. Objąłem ją ramieniem. Poszliśmy do parku. Usiedliśmy na ławce.
- Pamiętasz naszą rozmowę sprzed dwóch tygodni? - zapytała nagle.
- Pamiętam każdą naszą rozmowę.
- Powiedziałeś, że nie boisz się, że będziemy mieli dziecko, bo mamy rodzinę, a teraz jak sądzisz?
- Tak, przyznaję, trochę się boję, ale damy radę - uśmiechnęłem się i ścisnąłem mocno jej dłoń. Dziewczyna odwzajemniła oba gesty.
- Kocham cię - szepnęła.
- Ja ciebie bardziej - odszepnąłem i pocałowałem ją w czoło.
NO hejjj ;) przepraszam, że taki krótki, ale nie dałam rady dalej :// komentujcie!
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Rozdział 22
(Ally)
Poszliśmy z chłopakiem do mnie. Kate jeszcze nie było. Przynajmniej kiedy była u Shane'a miałam pewność, że jest bezpieczna. Austin usiadł na kanapie, ja obok.
- To śpisz na kanapie? - uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Z tobą, to tak - odwzajemnił gest.
- Wiesz, ja jestem w ciąży, muszę się wysypiać... - próbowałam się jakoś wywinąć.
- No to śpię z tobą u ciebie - powiedział i pocałował mnie.
- No dobra - odparłam.
- Zrób mi coś do jedzenia - poprosił.
- Pfff, chyba raczej ty mi.
- Ok, ale nie moja wina jak się czymś zatrujecie - powiedział i udał się do kuchni.
Zatrujecie... Nie myślałam, że ktoś tak do mnie powie, w takim wieku... Ale jestem szczęśliwa. Chyba nawet jak nigdy. No, oprócz tego, że rodzice Austina nie akceptują naszego dziecka... Trudno. Poradzimy sobie. Przecież Perrie ofiarowała nam swoją pomoc. Austin mnie nie zostawi. Przecież mnie kocha. Chyba... Nie, on mnie na pewno kocha. Po kilku minutach chłopak przyszedł z tacą kanapek.
- Z czym to? - zapytałam tonem królowej.
- Z szynką i z serem - odparł.
Razem z blondynem zjedliśmy jedzenie. Potem włączyliśmy jakąś komedię z Cameron Diaz. W połowie filmu zasnęłam.
Obudziłam się w nocy, na klatce piersiowej Austina. Chłopak nie spał, patrzył się na mnie, i czesał lekko palcami moje włosy. Kiedy zobaczył, że mam otwarte oczy, powiedział cicho:
- Obudziłem cię?
- Nie - szepnęłam - Która godzina?
- Pierwsza dwadzieścia pięć.
- Chodźmy na górę - powiedziałam.
Blondyn zaniósł mnie na górę, i położył delikatnie na łóżku. Potem mnie jeszcze pocałował, i położył się obok mnie.
(3 sieprnia, Austin)
- Nie denerwuj się - powiedziałem do brunetki.
- Jak mam się nie denerwować?! Kate mi dopiero napisała, że już wyjeżdżają z lotniska! - krzyknęła.
Ally chodziła po salonie w tę i z powrotem. Ja przez ten czas próbowałem ją bezskutecznie uspokoić.
- Ally, spokojnie, jesteśmy przygotowani na wszystko, przecież nawet mam trochę pieniędzy uzbieranych... - rzekłem.
Przez te dwa tygodnie mieszkałem u Dawsonów. Kate nie miała nic przeciwko. Przez te dni, moja siostra odwiedzała mnie tu codziennie, dwa razy przyszła z mamą. Przez ten czas, napisaliśmy też z Ally piosenkę, która stała się absolutnym hitem. Dez nakręcił teledysk, i nawet niezłą kaskę zarobiłem. Dziewczyna usiadła obok mnie.
- Ale będziesz ze mną? - zapytała.
- Zawsze - pocałowałem ją.
Objąłem dziewczynę. Po kilkunastu minutach, do domu wpadła Kate i krzyknęła:
- Idą!
Ustawiliśmy się "na baczność". Po chwili, powoli weszli Penny i Lester. Serce mi mocniej zabiło. Złapałem brunetkę za ręke.
- Cześć mamo - dziewczyna przytuliła się najpierw do matki, potem do ojca. - Jak było we Włoszech?
- Dobrze, a jak tam u was?
- Yyyy, yyyy - nie wiedziała jak zacząć.
Podeszła do mnie. Objąłem ją ramieniem. Wzięła głęboki wdech i powiedziała:
- Jestem w ciąży.
Otworzyli ze zdumienia usta. Ally poleciały łzy.
- Pakuj się - odparł Lester.
- Co?! - krzyknęły Ally, Kate i Penny.
- Gówno! - wrzasnął mężczyzna - Nie masz prawa, nazywać się moją córką! Z czego wy będziecie żyć?!
- No, jestem piosenkarzem, instrumentalistą, tancerzem... - zacząłem.
- I co z tego gówniarzu?! Nie poradzicie sobie! - warknął.
- Austin, chodź jednak - dziewczyna złapała mnie za ramię i pobiegliśmy do jej pokoju.
Zaczęła liczyć pieniądze ze skarbonki. Ja ją za ten czas pakowałem. Nagle wparowała Kate.
- Gdzie idziecie? - zapytała.
- Do hotelu - odparła ocierając łzę.
- Ally... Ja też jestem w ciąży - powiedziała.
Brunetkę zamurowało. Mnie też. Kate powiedziała:
- Napisałam do Shane'a, że zaraz u niego będziemy. Nie musicie jechać do hotelu.
- Dzięki siostra - Ally przytuliła blondynkę.
Wziąłem torbę swoją i siedemnastolatki i wyszliśmy z Kate z domu, nie żegnając się z ich rodzicami. Złapaliśmy jeszcze taksówkę. Po dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Shane ma własne mieszkanie, co prawda małe, ale się zmieścimy. Ja oczywiście zamówiłem sobie pokój z Ally.
- Austin... Ale ty mnie nie zostawisz? - zapytała cicho dziewczyna.
- Nigdy - odparłem i pocałowałem ją w czoło.
Poszliśmy z chłopakiem do mnie. Kate jeszcze nie było. Przynajmniej kiedy była u Shane'a miałam pewność, że jest bezpieczna. Austin usiadł na kanapie, ja obok.
- To śpisz na kanapie? - uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Z tobą, to tak - odwzajemnił gest.
- Wiesz, ja jestem w ciąży, muszę się wysypiać... - próbowałam się jakoś wywinąć.
- No to śpię z tobą u ciebie - powiedział i pocałował mnie.
- No dobra - odparłam.
- Zrób mi coś do jedzenia - poprosił.
- Pfff, chyba raczej ty mi.
- Ok, ale nie moja wina jak się czymś zatrujecie - powiedział i udał się do kuchni.
Zatrujecie... Nie myślałam, że ktoś tak do mnie powie, w takim wieku... Ale jestem szczęśliwa. Chyba nawet jak nigdy. No, oprócz tego, że rodzice Austina nie akceptują naszego dziecka... Trudno. Poradzimy sobie. Przecież Perrie ofiarowała nam swoją pomoc. Austin mnie nie zostawi. Przecież mnie kocha. Chyba... Nie, on mnie na pewno kocha. Po kilku minutach chłopak przyszedł z tacą kanapek.
- Z czym to? - zapytałam tonem królowej.
- Z szynką i z serem - odparł.
Razem z blondynem zjedliśmy jedzenie. Potem włączyliśmy jakąś komedię z Cameron Diaz. W połowie filmu zasnęłam.
Obudziłam się w nocy, na klatce piersiowej Austina. Chłopak nie spał, patrzył się na mnie, i czesał lekko palcami moje włosy. Kiedy zobaczył, że mam otwarte oczy, powiedział cicho:
- Obudziłem cię?
- Nie - szepnęłam - Która godzina?
- Pierwsza dwadzieścia pięć.
- Chodźmy na górę - powiedziałam.
Blondyn zaniósł mnie na górę, i położył delikatnie na łóżku. Potem mnie jeszcze pocałował, i położył się obok mnie.
(3 sieprnia, Austin)
- Nie denerwuj się - powiedziałem do brunetki.
- Jak mam się nie denerwować?! Kate mi dopiero napisała, że już wyjeżdżają z lotniska! - krzyknęła.
Ally chodziła po salonie w tę i z powrotem. Ja przez ten czas próbowałem ją bezskutecznie uspokoić.
- Ally, spokojnie, jesteśmy przygotowani na wszystko, przecież nawet mam trochę pieniędzy uzbieranych... - rzekłem.
Przez te dwa tygodnie mieszkałem u Dawsonów. Kate nie miała nic przeciwko. Przez te dni, moja siostra odwiedzała mnie tu codziennie, dwa razy przyszła z mamą. Przez ten czas, napisaliśmy też z Ally piosenkę, która stała się absolutnym hitem. Dez nakręcił teledysk, i nawet niezłą kaskę zarobiłem. Dziewczyna usiadła obok mnie.
- Ale będziesz ze mną? - zapytała.
- Zawsze - pocałowałem ją.
Objąłem dziewczynę. Po kilkunastu minutach, do domu wpadła Kate i krzyknęła:
- Idą!
Ustawiliśmy się "na baczność". Po chwili, powoli weszli Penny i Lester. Serce mi mocniej zabiło. Złapałem brunetkę za ręke.
- Cześć mamo - dziewczyna przytuliła się najpierw do matki, potem do ojca. - Jak było we Włoszech?
- Dobrze, a jak tam u was?
- Yyyy, yyyy - nie wiedziała jak zacząć.
Podeszła do mnie. Objąłem ją ramieniem. Wzięła głęboki wdech i powiedziała:
- Jestem w ciąży.
Otworzyli ze zdumienia usta. Ally poleciały łzy.
- Pakuj się - odparł Lester.
- Co?! - krzyknęły Ally, Kate i Penny.
- Gówno! - wrzasnął mężczyzna - Nie masz prawa, nazywać się moją córką! Z czego wy będziecie żyć?!
- No, jestem piosenkarzem, instrumentalistą, tancerzem... - zacząłem.
- I co z tego gówniarzu?! Nie poradzicie sobie! - warknął.
- Austin, chodź jednak - dziewczyna złapała mnie za ramię i pobiegliśmy do jej pokoju.
Zaczęła liczyć pieniądze ze skarbonki. Ja ją za ten czas pakowałem. Nagle wparowała Kate.
- Gdzie idziecie? - zapytała.
- Do hotelu - odparła ocierając łzę.
- Ally... Ja też jestem w ciąży - powiedziała.
Brunetkę zamurowało. Mnie też. Kate powiedziała:
- Napisałam do Shane'a, że zaraz u niego będziemy. Nie musicie jechać do hotelu.
- Dzięki siostra - Ally przytuliła blondynkę.
Wziąłem torbę swoją i siedemnastolatki i wyszliśmy z Kate z domu, nie żegnając się z ich rodzicami. Złapaliśmy jeszcze taksówkę. Po dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Shane ma własne mieszkanie, co prawda małe, ale się zmieścimy. Ja oczywiście zamówiłem sobie pokój z Ally.
- Austin... Ale ty mnie nie zostawisz? - zapytała cicho dziewczyna.
- Nigdy - odparłem i pocałowałem ją w czoło.
sobota, 28 grudnia 2013
Rozdział 21
(Austin)
Oddzwoniłem do Claudii. Czarnowłosa odebrała po pierwszym sygnale.
- No hej, blondasku - powiedziała. Słychać było, że się śmiała.
- Cześć. Dzwoniłaś?
- Aham. Może się zabawimy, dzisiaj?
- Nie. Mam dziewczynę - odparłem jakby to było oczywiste.
- To Ally do ciebie wróciła? Aha, to cześć. - rozłączyła się.
Nie wiedziałem o co jej chodziło. Znaczy, wiedziałem, ale nie wiedziałem dlaczego tak dziwnie zareagowała, kiedy powiedziałem że jesteśmy razem z Ally. Padłem na łóżko w moim pokoju. Włączyłem sobie CSa. Po godzinie zadzwonił telefon. Od Ally.
- No co tam? - odebrałem.
- Austin, możemy do ciebie z Laurą przyjść? Ona ciągle za tobą płacze...
- Przyjdźcie. Może pójdziemy do kina?
- Dobra. Zaraz będziemy.
Ogarnąłem trochę w pokoju. Po chwili przyszła Ally z Laurą.
- Austin! - dziewczynka rzuciła mi się na szyję.
Przytuliłem mocno blondyneczkę.
- Idziemy do kina? - zapytałem kiedy mnie puściła.
- Taaaaaaak - krzykneła.
Zauważyłem, że Ally intensywnie nad czymś myśliy. Podszedłem do siedemnastolatki.
- Co się stało? - zapytałem.
- Powiem ci po drodze - odparła.
- Idziemy?! - czterolatka zaczynała się niecierpliwić.
- Tak - powiedziała brunetka.
Wyszliśmy. Złapałem Laurę za rękę, a Ally objąłem ramieniem.
- Co jest? - zapytałem cicho.
- Kate została zgwałcona - szepneła.
- Ale... Kiedy? - nie mogłem w to uwierzyć.
- Wczoraj...
- To nie fajnie - odparłem - sama jest?
- Nie, Shane jest z nią.
- Aha, dobra...
- Na jaki film idziemy? - zapytałem Laurę kiedy doszliśmy do kina.
- Chodźmy na Smerfy! - krzyknęła dziewczynka.
Kupiłem trzy bilety na film i kupiłem dziewczynom popcorn. Weszliśmy do sali. Nie myślałem, że ten film będzie tak nudny! Widziałem, że Ally też się nudziła. Kiedy te męki się skończyły, brunetka szepnęła do mnie:
- Przyzwyczajaj się - i uśmiechnęła się.
Spojrzała na telefon. Miała pięć nieodebranych połączeń od cioci Suzy i Kate.
- Chyba ciocia przyjechała po Lau - mruknęła.
- Odprowadzę nas - zaoferowałem.
Całą drogę powrotną, Laura opowiadała mi o jej przedszkolu. Szczerze, to cieszyłem się, kiedy już doszliśmy. Mała zaczęła płakać, bo zobaczyła auto jej ojca.
(Ally)
- Laura, musisz już iść...
- Ale ja nie chce! - mała kłóciła się ze mną i z Austinem.
- Nie długo się znowu zobaczymy - powiedział blondyn.
- Obiecujesz? - dziewczynka otarła łzę.
- Obiecuję - przyrzekł.
Laura zabrała swojego misia, i usiadła do aua. Podeszła do nas ciocia Suzy.
- Dziękuję wam za opiekę.
- Nie ma za co - przytuliłam kobietę, i poszła do samochodu.
Kate nie było w domu, poszła do Shane'a. Już się trochę uspokoiła, po wczorajszym brutalnym czynie. Usiedliśmy z Austinem na kanapie. Chłopak dotknął mojego brzucha.
- Musimy się zastanowić teraz nad chrzestnymi - uśmiechnął się.
- Kate może być chrzestną... - powiedziałam.
- No może. A chrzestnym?
- Może ktoś z 1D? - zaproponowałam.
- Jak się chłopaki zgodzą... A tak, to którego?
- Nie wiem... Liama? On jest chyba najbardziej odpowiedzialny...
- Może być Liam uśmiechnął się.
Przytuliłam się mocno do niego. On odwzajemnił gest.
- Austin... - powiedziałam cicho.
- Aham?
- Nie boisz się?
- Ale czego? - zapytał.
- No... Tego, że będziemy mieli dziecko i wogóle...
- Nie. Czego się bać? To tylko mały człowiek... - powiedział i pocałował mnie w czoło. - Nasi rodzice nam pomogą, mamy przecież jeszcze rodzeństwo.
- A jak zareagują na to nasi rodzice?
- Jeżeli chodzi o moich rodziców, możemy im już teraz powiedzieć. - uśmiechnął się.
- To chodźmy.
Wyszliśmy z domu. Złapałam chłopaka za rękę.
- Nie bój się - szepnął kiedy staliśmy pod drzwiami domu Moonów - ja im to powiem. Poza tym, moi rodzice cię lubią - uśmiechnął się.
Wzięłam głęboki wdech i weszliśmy do domu chłopaka. Jego mama i siostra gotowały coś, a ojciec czytał gazetę.
- Moglibyście wszyscy tu przyjść? - powiedział głośno Austin.
Rodzina chłopaka szybko zebrała się w salonie. Blondyn popatrzył na mnie, a ja kiwnęłam twierdząco głową.
- Musimy wam z Ally i czymś powiedzieć... - chyba stracił tą pewność siebie, którą miał na początku, więc wzięłam sprawy w swoje ręce:
- Jestem w ciąży - powiedziałam szybko.
Nie mogłam rozszyfrować ich min. Ale chyba wszystko wskazywało na to, że nie są tym faktem zadowoleni. Znaczy, rodzice, Perrie to sie nawet uśmiechała.
- Jak wy sobie poradzicie? - rzekł surowym tonem ojciec chłopaka.
- No, chyba nam pomożecie... - odparł Austin.
- To wasz problem. Wasze dziecko - odrzekł obojętnie Mike.
- Nie nazywaj nigdy naszego dziecka problemem - wycedził siedemnastolatek przez zęby - chodź - powiedział i złapał mnie za rękę.
Pobiegliśmy do pokoju chłopaka. Kazał mi usiąść na łóżku, a w tym samym czasie zaczął pakować swoje rzeczy do torby.
- Przelicz - podał mi swoją skarbonkę.
Zabrałam się za licznie. Do pokoju wpadła Perrie.
- Austin, nie rób tego - jęknęła.
- Nie będę mieszkać z nim pod jednym dachem - odparł chłodno.
- Nie idź... Ja i mama ci pomożemy...
- Sto pięćdziesiąt dwa funty - wtrąciłam się dając chłopakowi gotówkę.
- Ok, wystarczy - wziął mnie za rękę i wybiegł z pokoju, zostawiając tam samą Perrie.
- Austin, nie - krzyknęła, wybiegając za nami z domu.
Chłopak jej nie słuchał. Objął mnie.
- Gdzie masz zamiar się zatrzymać? - spytałam.
- Pójdę do jakiegoś hotelu...
- Po co do hotelu? Możesz przecież u mnie w domu...
- Nie chcę przeszkadzać - powiedział.
- Ty nigdy nie przeszkadzasz - pocałowałam go. - Zanim nie ma rodziców, możesz u nas spać, Kate nie będzie miała nic przeciwko...
- No dobra - odparł i ruszyliśmy w stronę mojego domu.
Oddzwoniłem do Claudii. Czarnowłosa odebrała po pierwszym sygnale.
- No hej, blondasku - powiedziała. Słychać było, że się śmiała.
- Cześć. Dzwoniłaś?
- Aham. Może się zabawimy, dzisiaj?
- Nie. Mam dziewczynę - odparłem jakby to było oczywiste.
- To Ally do ciebie wróciła? Aha, to cześć. - rozłączyła się.
Nie wiedziałem o co jej chodziło. Znaczy, wiedziałem, ale nie wiedziałem dlaczego tak dziwnie zareagowała, kiedy powiedziałem że jesteśmy razem z Ally. Padłem na łóżko w moim pokoju. Włączyłem sobie CSa. Po godzinie zadzwonił telefon. Od Ally.
- No co tam? - odebrałem.
- Austin, możemy do ciebie z Laurą przyjść? Ona ciągle za tobą płacze...
- Przyjdźcie. Może pójdziemy do kina?
- Dobra. Zaraz będziemy.
Ogarnąłem trochę w pokoju. Po chwili przyszła Ally z Laurą.
- Austin! - dziewczynka rzuciła mi się na szyję.
Przytuliłem mocno blondyneczkę.
- Idziemy do kina? - zapytałem kiedy mnie puściła.
- Taaaaaaak - krzykneła.
Zauważyłem, że Ally intensywnie nad czymś myśliy. Podszedłem do siedemnastolatki.
- Co się stało? - zapytałem.
- Powiem ci po drodze - odparła.
- Idziemy?! - czterolatka zaczynała się niecierpliwić.
- Tak - powiedziała brunetka.
Wyszliśmy. Złapałem Laurę za rękę, a Ally objąłem ramieniem.
- Co jest? - zapytałem cicho.
- Kate została zgwałcona - szepneła.
- Ale... Kiedy? - nie mogłem w to uwierzyć.
- Wczoraj...
- To nie fajnie - odparłem - sama jest?
- Nie, Shane jest z nią.
- Aha, dobra...
- Na jaki film idziemy? - zapytałem Laurę kiedy doszliśmy do kina.
- Chodźmy na Smerfy! - krzyknęła dziewczynka.
Kupiłem trzy bilety na film i kupiłem dziewczynom popcorn. Weszliśmy do sali. Nie myślałem, że ten film będzie tak nudny! Widziałem, że Ally też się nudziła. Kiedy te męki się skończyły, brunetka szepnęła do mnie:
- Przyzwyczajaj się - i uśmiechnęła się.
Spojrzała na telefon. Miała pięć nieodebranych połączeń od cioci Suzy i Kate.
- Chyba ciocia przyjechała po Lau - mruknęła.
- Odprowadzę nas - zaoferowałem.
Całą drogę powrotną, Laura opowiadała mi o jej przedszkolu. Szczerze, to cieszyłem się, kiedy już doszliśmy. Mała zaczęła płakać, bo zobaczyła auto jej ojca.
(Ally)
- Laura, musisz już iść...
- Ale ja nie chce! - mała kłóciła się ze mną i z Austinem.
- Nie długo się znowu zobaczymy - powiedział blondyn.
- Obiecujesz? - dziewczynka otarła łzę.
- Obiecuję - przyrzekł.
Laura zabrała swojego misia, i usiadła do aua. Podeszła do nas ciocia Suzy.
- Dziękuję wam za opiekę.
- Nie ma za co - przytuliłam kobietę, i poszła do samochodu.
Kate nie było w domu, poszła do Shane'a. Już się trochę uspokoiła, po wczorajszym brutalnym czynie. Usiedliśmy z Austinem na kanapie. Chłopak dotknął mojego brzucha.
- Musimy się zastanowić teraz nad chrzestnymi - uśmiechnął się.
- Kate może być chrzestną... - powiedziałam.
- No może. A chrzestnym?
- Może ktoś z 1D? - zaproponowałam.
- Jak się chłopaki zgodzą... A tak, to którego?
- Nie wiem... Liama? On jest chyba najbardziej odpowiedzialny...
- Może być Liam uśmiechnął się.
Przytuliłam się mocno do niego. On odwzajemnił gest.
- Austin... - powiedziałam cicho.
- Aham?
- Nie boisz się?
- Ale czego? - zapytał.
- No... Tego, że będziemy mieli dziecko i wogóle...
- Nie. Czego się bać? To tylko mały człowiek... - powiedział i pocałował mnie w czoło. - Nasi rodzice nam pomogą, mamy przecież jeszcze rodzeństwo.
- A jak zareagują na to nasi rodzice?
- Jeżeli chodzi o moich rodziców, możemy im już teraz powiedzieć. - uśmiechnął się.
- To chodźmy.
Wyszliśmy z domu. Złapałam chłopaka za rękę.
- Nie bój się - szepnął kiedy staliśmy pod drzwiami domu Moonów - ja im to powiem. Poza tym, moi rodzice cię lubią - uśmiechnął się.
Wzięłam głęboki wdech i weszliśmy do domu chłopaka. Jego mama i siostra gotowały coś, a ojciec czytał gazetę.
- Moglibyście wszyscy tu przyjść? - powiedział głośno Austin.
Rodzina chłopaka szybko zebrała się w salonie. Blondyn popatrzył na mnie, a ja kiwnęłam twierdząco głową.
- Musimy wam z Ally i czymś powiedzieć... - chyba stracił tą pewność siebie, którą miał na początku, więc wzięłam sprawy w swoje ręce:
- Jestem w ciąży - powiedziałam szybko.
Nie mogłam rozszyfrować ich min. Ale chyba wszystko wskazywało na to, że nie są tym faktem zadowoleni. Znaczy, rodzice, Perrie to sie nawet uśmiechała.
- Jak wy sobie poradzicie? - rzekł surowym tonem ojciec chłopaka.
- No, chyba nam pomożecie... - odparł Austin.
- To wasz problem. Wasze dziecko - odrzekł obojętnie Mike.
- Nie nazywaj nigdy naszego dziecka problemem - wycedził siedemnastolatek przez zęby - chodź - powiedział i złapał mnie za rękę.
Pobiegliśmy do pokoju chłopaka. Kazał mi usiąść na łóżku, a w tym samym czasie zaczął pakować swoje rzeczy do torby.
- Przelicz - podał mi swoją skarbonkę.
Zabrałam się za licznie. Do pokoju wpadła Perrie.
- Austin, nie rób tego - jęknęła.
- Nie będę mieszkać z nim pod jednym dachem - odparł chłodno.
- Nie idź... Ja i mama ci pomożemy...
- Sto pięćdziesiąt dwa funty - wtrąciłam się dając chłopakowi gotówkę.
- Ok, wystarczy - wziął mnie za rękę i wybiegł z pokoju, zostawiając tam samą Perrie.
- Austin, nie - krzyknęła, wybiegając za nami z domu.
Chłopak jej nie słuchał. Objął mnie.
- Gdzie masz zamiar się zatrzymać? - spytałam.
- Pójdę do jakiegoś hotelu...
- Po co do hotelu? Możesz przecież u mnie w domu...
- Nie chcę przeszkadzać - powiedział.
- Ty nigdy nie przeszkadzasz - pocałowałam go. - Zanim nie ma rodziców, możesz u nas spać, Kate nie będzie miała nic przeciwko...
- No dobra - odparł i ruszyliśmy w stronę mojego domu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)