poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 22

(Ally)
Poszliśmy z chłopakiem do mnie. Kate jeszcze nie było. Przynajmniej kiedy była u Shane'a miałam pewność, że jest bezpieczna. Austin usiadł na kanapie, ja obok.
- To śpisz na kanapie? - uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Z tobą, to tak - odwzajemnił gest.
- Wiesz, ja jestem w ciąży, muszę się wysypiać... - próbowałam się jakoś wywinąć.
- No to śpię z tobą u ciebie - powiedział i pocałował mnie.
- No dobra - odparłam.
- Zrób mi coś do jedzenia - poprosił.
- Pfff, chyba raczej ty mi.
- Ok, ale nie moja wina jak się czymś zatrujecie - powiedział i udał się do kuchni.
Zatrujecie... Nie myślałam, że ktoś tak do mnie powie, w takim wieku... Ale jestem szczęśliwa. Chyba nawet jak nigdy. No, oprócz tego, że rodzice Austina nie akceptują naszego dziecka... Trudno. Poradzimy sobie. Przecież Perrie ofiarowała nam swoją pomoc. Austin mnie nie zostawi. Przecież mnie kocha. Chyba... Nie, on mnie na pewno kocha. Po kilku minutach chłopak przyszedł z tacą kanapek.
- Z czym to? - zapytałam tonem królowej.
- Z szynką i z serem - odparł.
Razem z blondynem zjedliśmy jedzenie. Potem włączyliśmy jakąś komedię z Cameron Diaz.  W połowie filmu zasnęłam.
Obudziłam się w nocy, na klatce piersiowej Austina. Chłopak nie spał, patrzył się na mnie, i czesał lekko palcami moje włosy. Kiedy zobaczył, że mam otwarte oczy, powiedział cicho:
- Obudziłem cię?
- Nie - szepnęłam - Która godzina?
- Pierwsza dwadzieścia pięć.
- Chodźmy na górę - powiedziałam.
Blondyn zaniósł mnie na górę, i położył delikatnie na łóżku. Potem mnie jeszcze pocałował, i położył się obok mnie.
(3 sieprnia, Austin)
- Nie denerwuj się - powiedziałem do brunetki.
- Jak mam się nie denerwować?! Kate mi dopiero napisała, że już wyjeżdżają z lotniska! - krzyknęła.
Ally chodziła po salonie w tę i z powrotem. Ja przez ten czas próbowałem ją bezskutecznie uspokoić.
- Ally, spokojnie, jesteśmy przygotowani na wszystko, przecież nawet mam trochę pieniędzy uzbieranych... - rzekłem.
Przez te dwa tygodnie mieszkałem u Dawsonów. Kate nie miała nic przeciwko. Przez te dni, moja siostra odwiedzała mnie tu codziennie, dwa razy przyszła z mamą. Przez ten czas, napisaliśmy też z Ally piosenkę, która stała się absolutnym hitem. Dez nakręcił teledysk, i nawet niezłą kaskę zarobiłem. Dziewczyna usiadła obok mnie.
- Ale będziesz ze mną? - zapytała.
- Zawsze - pocałowałem ją.
Objąłem dziewczynę. Po kilkunastu minutach, do domu wpadła Kate i krzyknęła:
- Idą!
Ustawiliśmy się "na baczność". Po chwili, powoli weszli Penny i Lester. Serce mi mocniej zabiło. Złapałem brunetkę za ręke.
- Cześć mamo - dziewczyna przytuliła się najpierw do matki, potem do ojca. - Jak było we Włoszech?
- Dobrze, a jak tam u was?
- Yyyy, yyyy - nie wiedziała jak zacząć.
Podeszła do mnie. Objąłem ją ramieniem. Wzięła głęboki wdech i powiedziała:
- Jestem w ciąży.
Otworzyli ze zdumienia usta. Ally poleciały łzy.
- Pakuj się - odparł Lester.
- Co?! - krzyknęły Ally, Kate i Penny.
- Gówno! - wrzasnął mężczyzna - Nie masz prawa, nazywać się moją córką! Z czego wy będziecie żyć?!
- No, jestem piosenkarzem, instrumentalistą, tancerzem... - zacząłem.
- I co z tego gówniarzu?! Nie poradzicie sobie! - warknął.
- Austin, chodź jednak - dziewczyna złapała mnie za ramię i pobiegliśmy do jej pokoju.
Zaczęła liczyć pieniądze ze skarbonki. Ja ją za ten czas pakowałem. Nagle wparowała Kate.
- Gdzie idziecie? - zapytała.
- Do hotelu - odparła ocierając łzę.
- Ally... Ja też jestem w ciąży - powiedziała.
Brunetkę zamurowało. Mnie też. Kate powiedziała:
- Napisałam do Shane'a, że zaraz u niego będziemy. Nie musicie jechać do hotelu.
- Dzięki siostra - Ally przytuliła blondynkę.
Wziąłem torbę swoją i siedemnastolatki i wyszliśmy z Kate z domu, nie żegnając się z ich rodzicami. Złapaliśmy jeszcze taksówkę. Po dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Shane ma własne mieszkanie, co prawda małe, ale się zmieścimy. Ja oczywiście zamówiłem sobie pokój z Ally.
- Austin... Ale ty mnie nie zostawisz? - zapytała cicho dziewczyna.
- Nigdy - odparłem i pocałowałem ją w czoło.

sobota, 28 grudnia 2013

WOW! Dzięki za 1000 wyświetleń! Jestem wam bardzo wdzięczna ;**

Rozdział 21

(Austin)
Oddzwoniłem do Claudii. Czarnowłosa odebrała po pierwszym sygnale.
- No hej, blondasku - powiedziała. Słychać było, że się śmiała.
- Cześć. Dzwoniłaś?
- Aham. Może się zabawimy, dzisiaj?
- Nie. Mam dziewczynę - odparłem jakby to było oczywiste.
- To Ally do ciebie wróciła? Aha, to cześć. - rozłączyła się.
Nie wiedziałem o co jej chodziło. Znaczy, wiedziałem, ale nie wiedziałem dlaczego tak dziwnie zareagowała, kiedy powiedziałem że jesteśmy razem z Ally. Padłem na łóżko w moim pokoju. Włączyłem sobie CSa. Po godzinie zadzwonił telefon. Od Ally.
- No co tam? - odebrałem.
- Austin, możemy do ciebie z Laurą przyjść? Ona ciągle za tobą płacze...
- Przyjdźcie. Może pójdziemy do kina?
- Dobra. Zaraz będziemy.
Ogarnąłem trochę w pokoju. Po chwili przyszła Ally z Laurą.
- Austin! - dziewczynka rzuciła mi się na szyję.
Przytuliłem mocno blondyneczkę.
- Idziemy do kina? - zapytałem kiedy mnie puściła.
- Taaaaaaak - krzykneła.
Zauważyłem, że Ally intensywnie nad czymś myśliy. Podszedłem do siedemnastolatki.
- Co się stało? - zapytałem.
- Powiem ci po drodze - odparła.
- Idziemy?! - czterolatka zaczynała się niecierpliwić.
- Tak - powiedziała brunetka.
Wyszliśmy. Złapałem Laurę za rękę, a Ally objąłem ramieniem.
- Co jest? - zapytałem cicho.
- Kate została zgwałcona - szepneła.
- Ale... Kiedy? - nie mogłem w to uwierzyć.
- Wczoraj...
- To nie fajnie - odparłem - sama jest?
- Nie, Shane jest z nią.
- Aha, dobra...

- Na jaki film idziemy? - zapytałem Laurę kiedy doszliśmy do kina.
- Chodźmy na Smerfy! - krzyknęła dziewczynka.
Kupiłem trzy bilety na film i kupiłem dziewczynom popcorn. Weszliśmy do sali. Nie myślałem, że ten film będzie tak nudny! Widziałem, że Ally też się nudziła. Kiedy te męki się skończyły, brunetka szepnęła do mnie:
- Przyzwyczajaj się - i uśmiechnęła się.
Spojrzała na telefon. Miała pięć nieodebranych połączeń od cioci Suzy i Kate.
- Chyba ciocia przyjechała po Lau - mruknęła.
- Odprowadzę nas - zaoferowałem.
Całą drogę powrotną, Laura opowiadała mi o jej przedszkolu. Szczerze, to cieszyłem się, kiedy już doszliśmy. Mała zaczęła płakać, bo zobaczyła auto jej ojca.
(Ally)
- Laura, musisz już iść...
- Ale ja nie chce! - mała kłóciła się ze mną i z Austinem.
- Nie długo się znowu zobaczymy - powiedział blondyn.
- Obiecujesz? - dziewczynka otarła łzę.
- Obiecuję - przyrzekł.
Laura zabrała swojego misia, i usiadła do aua. Podeszła do nas ciocia Suzy.
- Dziękuję wam za opiekę.
- Nie ma za co - przytuliłam kobietę, i poszła do samochodu.
Kate nie było w domu, poszła do Shane'a. Już się trochę uspokoiła, po wczorajszym brutalnym czynie. Usiedliśmy z Austinem na kanapie. Chłopak dotknął mojego brzucha.
- Musimy się zastanowić teraz nad chrzestnymi - uśmiechnął się.
- Kate może być chrzestną... - powiedziałam.
- No może. A chrzestnym?
- Może ktoś z 1D? - zaproponowałam.
- Jak się chłopaki zgodzą... A tak, to którego?
- Nie wiem... Liama? On jest chyba najbardziej odpowiedzialny...
- Może być Liam  uśmiechnął się.
Przytuliłam się mocno do niego. On odwzajemnił gest.
- Austin... - powiedziałam cicho.
- Aham?
- Nie boisz się?
- Ale czego? - zapytał.
- No... Tego, że będziemy mieli dziecko i wogóle...
- Nie. Czego się bać? To tylko mały człowiek... - powiedział i pocałował mnie w czoło. - Nasi rodzice nam pomogą, mamy przecież jeszcze rodzeństwo.
- A jak zareagują na to nasi rodzice?
- Jeżeli chodzi o moich rodziców, możemy im już teraz powiedzieć. - uśmiechnął się.
- To chodźmy.
Wyszliśmy z domu. Złapałam chłopaka za rękę.
- Nie bój się - szepnął kiedy staliśmy pod drzwiami domu Moonów - ja im to powiem. Poza tym, moi rodzice cię lubią - uśmiechnął się.
Wzięłam głęboki wdech i weszliśmy do domu chłopaka. Jego mama i siostra gotowały coś, a ojciec czytał gazetę.
- Moglibyście wszyscy tu przyjść? - powiedział głośno Austin.
Rodzina chłopaka szybko zebrała się w salonie. Blondyn popatrzył na mnie, a ja kiwnęłam twierdząco głową.
- Musimy wam z Ally i czymś powiedzieć... - chyba stracił tą pewność siebie, którą miał na początku, więc wzięłam sprawy w swoje ręce:
- Jestem w ciąży - powiedziałam szybko.
Nie mogłam rozszyfrować ich min. Ale chyba wszystko wskazywało na to, że nie są tym faktem zadowoleni. Znaczy, rodzice, Perrie to sie nawet uśmiechała.
- Jak wy sobie poradzicie? - rzekł surowym tonem ojciec chłopaka.
- No, chyba nam pomożecie... - odparł Austin.
- To wasz problem. Wasze dziecko - odrzekł obojętnie Mike.
- Nie nazywaj nigdy naszego dziecka problemem - wycedził siedemnastolatek przez zęby - chodź - powiedział i złapał mnie za rękę.
Pobiegliśmy do pokoju chłopaka. Kazał mi usiąść na łóżku, a w tym samym czasie zaczął pakować swoje rzeczy do torby.
- Przelicz - podał mi swoją skarbonkę.
Zabrałam się za licznie. Do pokoju wpadła Perrie.
- Austin, nie rób tego - jęknęła.
- Nie będę mieszkać z nim pod jednym dachem - odparł chłodno.
- Nie idź... Ja i mama ci pomożemy...
- Sto pięćdziesiąt dwa funty - wtrąciłam się dając chłopakowi gotówkę.
- Ok, wystarczy - wziął mnie za rękę i wybiegł z pokoju, zostawiając tam samą Perrie.
- Austin, nie - krzyknęła, wybiegając za nami z domu.
Chłopak jej nie słuchał. Objął mnie.
- Gdzie masz zamiar się zatrzymać? - spytałam.
- Pójdę do jakiegoś hotelu...
- Po co do hotelu? Możesz przecież u mnie w domu...
- Nie chcę przeszkadzać - powiedział.
- Ty nigdy nie przeszkadzasz - pocałowałam go. - Zanim nie ma rodziców, możesz u nas spać, Kate nie będzie miała nic przeciwko...
- No dobra - odparł i ruszyliśmy w stronę mojego domu.

środa, 25 grudnia 2013

Rozdział 20

(Ally)
Siedzieliśmy tak jeszcze chwile. Potem chłopak musiał iść do domu. Była już 6. Zrobiłam sobie kanapki. Po jedzeniu, dostałam SMSa od Kate z treścią: "Hej Młoda. Nie wrócę na noc." Aha, pomyślałam. Włączyłam sobie Zmierzch. Uwielbiam ten film. W trakcie filmu, zaczął boleć mnie brzuch. Zadzwoniłam do Austina.
- Halo? - odebrał po pierwszym sygnale.
- Austin, to ja - powiedziałam ciężko - przyjedź szybko. Strasznie boli mnie brzuch.
- Zaraz będę.
Nie musiałam długo czekać. Po pięciu minutach, siedemnastolatek był przy mnie.
- Może pojedziemy do szpitala? -zapytał.
- Nie, już lepiej, tylko... - zaczełam niepewnie - tylko bądź przy mnie...
- Nigdzie nie pójdę - blondyn pocałował mnie w czoło.
Popatrzyliśmy sobie w oczy. Chwila stała się godziną. Chłopak pocałował mnie namiętnie. Nie protestowałam, bo brakowało mi tego. Oderwaliśmy się od siebie po kilku sekundach.
- Przepraszam Ally - zrobił się czerwony.
- Nic się nie stało - powiedziałam i pocałowałam go.
Chłopak odwzajemnił gest. Oderwał nas od siebie dopiero dzwonek do drzwi.
- Otworzysz? - zapytałam blondyna.
- Jasne - odparł i wstał.
(Austin)
Wstałem z kanapy. Podszedłem do drzwi. Otworzyłem je. Stała tam... jakaś pani z małą dziewczynką? WTF?!
- Witaj chłopcze, jest Ally, albo Kate? - zapytała kobieta.
- Uhm, tak, jest Ally, już ją wołam - powiedziałem.
Pobiegłem po dziewczynę.  Poszła ze mną do drzwi.
- Ciocia Suzy! - krzykneła z przytuliła kobietę.
- Zajmiesz się Laurą, tylko dwa dni, nasza opiekunka się rozchorowała, a my z wujkiem wyjeżdżamy - powiedziała na jednym tchu.
- Oczywiście - odparła uśmiechnięta brunetka.
- Taaak, to my ją odbierzemy za jakieś dwa dni, tak za godzinę ją połóż spać - rzekła kobieta, podała mi torbę z rzeczami dziewczynki - jak coś to dzwoń - dodała i poszła.
Weszliśmy z Laurą do środka.
- Cała ciocia Suzy - mrukneła Ally.
- Ile ta Laura ma lat? - zapytałem siedemnastolatki.
- Cztery - odpowiedziała.
Dziewczynka cały czas przytulała się do Ally. Widać było, że trochę się mnie boi. Kucnąłem obok niej.
- Cześć, jestem Austin - podałem rękę małej.
Ona tylko schowała się za brunetkę.
- Nie bój się go - powiedziała Ally.
Dziewczynka wyszła zza siedemnastolatki.
- Ja jestem Laura - teraz ona podała mi rękę.
- Jutro będziecie nie rozłączni - uśmiechneła się Ally.
Dziewczynka usiadła na kanapie. Obok klapnąłem jeszcze ja i brunetka.
- Chodzicie ze sobą? - zapytała Lau.
- Tak - odparłem.
- A gdzie Kate?
- U koleżanki - odpowiedziała Ally. - Nie jesteś śpiąca? Już 20...
- No, troche jestem, ale ja chce z Austinem - powiedziała mała.
- Co chcesz z Austinem? - zapytała Ally.
- Spać.
- Ja muszę iść do domu.... - zacząłem.
Zobaczyłem w oczach tej małej blondyneczki łzy. Wyglądała tak słodko, że musiałem to powiedzieć:
- No dobrze, zostanę jak mi Ally pozwoli - poparzyłem na dziewczynę.
- Pozwoli. - odparła brunetka.
Poszliśmy we trójkę do pokoju rodziców Ally. Tam chcieliśmy uśpić Laurę. Położyliśmy się na łóżku, dziewczynka wtuliła się we mnie i zasneła. Siedemnastolatka uśmiechnęła się do nas.
- A ja też się mogę przytulić? - szepnęła dziewczyna.
- Możesz - odparłem cicho. i uśmiechnąłem się.
Ally przysunęła się do mnie. Ją też objąłem. Czułem się teraz za nie odpowiedzialny. Jak... ojciec rodziny. Popatrzyłem na dziewczyny. Obie już spały. Ja sam byłem dość zmęczony, i zasnąłem...
Obudziłem się dopiero o 9. Dziewczyn już nie było. Wstałem z łóżka i zszedłem na dół. Tam już na mnie czekała Ally i Laura. Mała od razu przytuliła się do mnie.
- Ey - brunetka podeszła do małej blondyneczki - odbierasz mi chłopaka!
- Ciebie też przytulę - odparłem i przytuliłem Dawson.
- Awww - zrobiła Laura.
Poczochrałem jej włosy. Ona jest tak cholernie podobna do Perrie Edwards!
- Co jest do jedzenia? - zapytałem.
- Zrobiłyśmy ci naleśniki - powiedziała czterolatka.
Zabrałem się do jedzenia. Nagle zadzwonił mój telefon. Claudia. Nie mogłem z nią rozmawiać w towarzystwie Laury i Ally. Potem do niej od dzwonie.
- Kto to? - zapytała brunetka.
- Znajomy - odpowiedziałem i schowałem telefon do kieszeni.
- Aha.
Kiedy zjadłem, dziewczyny postanowiły że mnie odprowadzą do domu. Laura płakała, kiedy musiała się ze mną pożegnać. Obiecałem jej, że później jeszcze przyjdę. Kiedy wszedłem do domu, skierowałem się bezpośrednio do łazienki, żeby wziąść prysznic.
(Ally)
Wróciłyśmy z Lau do domu. Kiedy weszłyśmy, zauważyłyśmy płaczącą na kanapie Kate, miała brudne ubranie, a z jej czoła lała się krew.
- Co się stało? - podbiegłam do siostry.
- O, Laura, idź się pobawić moimi figurkami w pokoju - powiedziała do małej.
Dziewczynka pobiegła do pokoju Kate.
- Teraz mów po kolei, i już nie płacz.
- Byłam z Shane'em na impezie... - zaczeła niepewnie - i tam byli tacy trzej kolesie... Oni ciągle się do mnie dopieprzali, ale Shane mnie bronił. Potem poszłam do toalety, a oni za mną... - zawiesiła głos i zaczeła płakać.
- Co ci zrobili?
- Wiesz co... Potem mnie zabrali do jakiej budy i zostawili... Doszłam do domu o własnych siłach...
- Musimy zgłosić to na policję - wstałam z miejsca.
- Nie... Oni się zemszczą...
- Nie ważne. Musimy to zgłosić.
- No dobrze...
- Pamiętasz jak wyglądali? - zapytałam.
- Jeden miał duży tatuaż na ramieniu, i czarne długie włosy, drugi był rudy, i miał zielone oczy, i taki głos zachrypnięty,a ten trzeci, miał krótkie, kruczoczarne włosy, charakterystyczny tatuaż na nadgarstku, taki napis "Never givin up" i piwne oczy. Więcej nie pamiętam.
- Kurde, teraz jest u nas Laura, to nie damy rady z nią pójść...
- To może jutro, jak ciocia Suzy i wujek Andy ją odbiorą?
- Dobra. Może zadzwonię po Shane'a? Trochę się odstresujesz - zaproponowałam.
- Zadzwoń.
Wybrałam numer do chłopaka. Był na miejscu po dwóch minutach.
(Kate)
Czułam się taka... Brudna... Ale nie fizycznie, tylko tak psychicznie. Rozmowa z Ally, sprawiła że już się trochę lepiej czuję... Po chwili przyjechał Shane. Wtuliłam się w jego ramię i zaczełam płakać.
- Cicho, nie płacz już, będzie dobrze, ale już nie płacz, bo zaraz ja się rozpłaczę... - powiedział chłopak.
- Przepraszam... Zabrudziłam ci koszuklę...
- Nie szkodzi... Ważne, zę jesteś już bezpieczna - odparł i pocałował mnie w czoło.

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 19

(Austin)
Byłem trochę rozczarowany słowami Ally. Ale próbowałem zachować poker face. Posiedziałem jeszcze chwilę u dziewczyny, a potem poszedłem do domu. Zaczynało się ściemniać. Wstąpiłem jeszcze do baru, mam fałszywy dowód.
- Setkę proszę - powiedziałem podchodząc do barmana.
Nalał mi. Nawet nie prosił o dowód. Wypiłem. Potem jeszcze jedną, i tak w kółko. Później, znalazłem sobie jakąś ekipę, i poszliśmy pod szpital, w którym leżała Ally. Byłem pijany jak chyba nigdy. Dochodziła 1.
- Allyyyyyyy! - krzyknąłem pod oknem brunetki - Kocham cię!
Po kilku minutach wołania, dziewczyny otworzyła okno i odkrzykneła:
- Spierdalaj!
W gruncie rzeczy, nie dziwię się jej. W końcu ją obudziłem o 1. Stałem tam tak jeszcze z nowo poznanymi: Mike'iem, Chris'em, Sarahą, Kevin'em, David'em i Claudią. Ta ostatnia, to mega czarnowłosa piękność. Ale Ally oczywiście piękniejsza. Po chwili przyszedł ochroniarz. Na szczęście zwialiśmy w ostatniej chwili. Spojrzałem na telefon. 7 nieodebranych połączeń od mamy.
- Dobra, ja spadam ludzie - powiedziałem do znajomych.
Do domu szedłem przez około dwie godziny. Eee tam, są wakacje. Gdy tylko wszedłem do pokoju, padłem na łóżko. Obudziłem się 2. Po południu. Wziąłem prysznic i się trochę ogarnąłem. Zszedłem na dół. W kuchni siedziała mama, robiła obiad.
- Jezu, dziecko, gdzieś ty był? - zapytała zatroskana.
- Byłem z kumplami - odparłem - co to jedzenia?
- Zaraz będzie obiad.
(Ally)
Obudziłam się o 8. Oczywiście nie wyspałam się przez tego debila. Ale kochanego debila.... Po 9 przyszedł lekarz, i oznajmił mi, że mogę już dzisiaj wyjść. Zadzwoniłam do siostry i Austina, aby im to oznajmić. Chłopak nie odbierał, pewnie spał. Po godzinie przyjechała Kate i Shane i przyszedł lekarz z wypisem. Wyszliśmy ze szpitala.
- Jak się czujesz? - zapytała blondynka.
- Dobrze - odparłam.
Nie naprawdę, nie czułam się dobrze. Cierpiałam po rozstaniu z Austinem. Wiedziałam, że źle zrobiłam, kończąc nasz związek. Mam nadzieję, że do siebie wrócimy...
Przez całą drogę milczałam, a gdy przyjechaliśmy do domu, zamknełam się w pokoju. Zadzwoniłam do Trish. Odebrała po pierwszym sygnale.
- Cześć Trish, przyszła byś do mnie? - powiedziałam.
- Pewnie, zaraz przyjdę - odpowiedziała.
Przyszła po kilku minutach. Zaprowadziłam ją do mojego pokoju.
- Trish, muszę ci coś powiedzieć... - zaczełam.
- Dawaj. Jestem gotowa na wszystko - uśmiechneła się.
- Jestem w ciąży.
Dziewczyna chwilę siedziała na moim łóżku bez ruchu.
- Ale że z kim? - zapytała.
- A jak myślisz?
- ... .
- Z Austinem.
Odetchneła z ulgą. Postanowiłyśmy, że pójdziemy na zakupy. Kupiłam sobie taką śliczną bluzkę *o*. Wróciłyśmy o 16 do domu. Pod drzwiami zobaczyłam czekającego Austina.
- To ja już może pójdę - powiedziała Trish i poszła do domu.
Podeszłam do chłopaka.
- Cześć - mruknął.
- Hej - odparłam - co cię tu sprowadza?
- Chcę porozmawiać.
Wpuściłam go do domu. Akurat nie było Kate, mogliśmy spokojnie pogadać.
- Maggie jest tylko moją koleżanką - powiedział gdy usiedliśmy.
- Ale mnie to nie obchodzi teraz. Łączy nas teraz tylko dziecko. - odpowiedziałam chłodno.
- Ja... Nie chcę żeby to był koniec - popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem.
- Może to wcale nie jest koniec - złapałam go za ramię - może to jest początek czegoś innego...
- Nie pocieszyłaś mnie.
- Przepraszam - szepnełam. - Zmieńmy temat.
- Dobrze - odparł - jak damy jej albo jemu na imię?
- Dla dziewczynki może Olivia? - zaproponowałam.
- Ślicznie - powiedział. - A dla chłopca?
- Nicolas. Takie mi się podoba - uśmiechnełam się.
- Nicolas... Fajnie - powiedział i objął mnie ramieniem. Nie protestowałam.

czwartek, 19 grudnia 2013

Rozdział 18

(Austin)
Wszedłem do sali Ally. Usiadłem na krześle, i złapałem ją za rękę. Po kilku minutach, dziewczyna ockneła się.
- Wyjdź - wycedziła przez zęby.
- Co się stało? - zapytałem. Na początku myślałem że to hormony...
- Nie słyszałeś?! Wyjdź stąd - powiedziała i odwróciła głowę.
Nie wiedziałem o co jej chodzi. Posłusznie zrobiłem to, co mi kazała.
- Co jej jest? - zapytała Kate.
- Nie wiem.... - powiedziałem trochę zaskoczony.
- Pogadam z nią - odparła.
(Kate)
Weszłam do sali siostry. Leżała odwrócona w drugą stronę. Słyszałam, że dziewczyna cicho szlocha.
- Powiedziałam, żebyś wyszedł! - podniosła głos.
- Spokojnie, to ja - powiedziałam.
Odwróciła się. Miała całe oczy czerwone.
- Co się stało? - spytałam.
- Austin mnie zdradza... - szepneła.
Nie mogłam w to uwierzyć. Co, Austin, który tak bardzo ją kochał?! To było niemożliwe.
- Nieee, na pewni nie - odpowiedziałam.
- Widziałam go - mówiła wolno - z jakąś dziewczyną... Była starsza od nas... I byli z dzieckiem...
- To nie jest jeszcze powód, dla którego możesz tak twierdzić - próbowałam jakoś go bronić. Moja siostra zawsze wszystko wyolbrzymia.
- Oni się przytulali! - krzykneła. Po policzku poleciała jej łza.
Nie wytrzymałam. Nie mogę patrzeć, jak ona cierpi. Wybiegłam wkurzona na korytarz, i przycisnełam Austina do ściany, tzaciskając moją rękę na jego dekolcie od koszulki.
- Zdradzasz moją siostrę? - warknełam.
- Co?! Niby kiedy?! - próbował się wyrwać, ale to jego słabiutkie ciałko nie dawało rady.
- Z tą dziewczyną, było jeszcze z wami dziecko! - trochę go puściłam.
- Hmmm - mruknął. Zabrałam ręcę, a chłopak kontynuował - To była Maggie. To moja przyjaciółka. A ten chłopczyk, to Lucas, jej syn, ale nie mój - wytłumaczył się.
- To Ally mogła was zobaczyć, i zrozumieć coś innego - powiedziałam.
- Idę to naprawić - odparł i skierował się do sali dziewczyny.
(Ally)
Leżałam na łóżku szpitalny. Byłam wściekła na Austina. Myślałam nad... Nie, nie chcę kończyć naszego związku ale... Nie mam wyjścia. Do sali powoli wszedł blondyn.
- Ally, wiem że nie chcesz mnie widzieć, ale musimy... - zaczął.
- Porozmawiać - dokończyłam.
- Bo, ta dziewczyna to Maggie, to moja przyjaciółka, a ten chłopczyk, to Luca, jej synek - powiedział.
Pokiwałam tylko głową.
- Rozumiem ale... Sądzę że powinniśmy się rozstać - odpowiedziałam - zbyt dużo nas dzieli...
- Nie, nie chcę żeby to był koniec... - jęknął.
- Ja też ale... Obiecuję, że jeszcze do siebie wrócimy ale... Nie teraz. Nie będę ci ograniczać kontaktów z naszym dzieckiem - powiedziałam.
- Obiecujesz? - rzekł cicho.
- Obiecuję - szepnełam i złapałam go za rękę.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 17

(Ally, następny dzień)
Nie przypuszczałam, że Austin zareaguje na to tak dobrze. Wziął całą odpowiedzialność za dziecko na siebie. Całą noc, rozmawialiśmy. Perrie nie pojawiła się w domu. Trochę się denerwuję, jak zareagują rodzice, ale powiem im jak wrócą. Teraz chłopak odprowadzał mnie do domu. Pod domem pocałowałam go.
- Wejdziesz?  - zapytałam.
- Chętnie.
Weszliśmy do domu. Zauważyłyśmy tam śpiących na kanapie Kate, Shane'a, Perrie i Harry'ego. Zobaczyliśmy też pięć pustych puszek po piwie, i pustą flaszkę po wódce.
- To może nie będziemy im przeszkadzać...- powiedział Austin.
Wyszliśmy. Chłopak objął mnie ramieniem.
(Austin)
Byłem przerażony i szczęśliwy. Yay, będę mieć dziecko... I to jeszcze z Ally... Z myśli wyrwał mnie głos dziewczyny:
- Austin, gdzie idziemy?
- Nie wiem, gdzie chcesz.
- To wróćmy do ciebie, boli mnie brzuch...
Kiedy brunetka powiedziała to zdanie, wziąłem ją na ręce. Nie mogę słuchać, jak Ally coś boli. Wtedy boli i mnie. Ta nic więcej nie powiedziała, tylko wtuliła się w moje ramiona. Szybko doszedłem do domu. Ally zdążyła przez ten czas zasnąć. Położyłem ją na łóżku w moim pokoju, a sam zacząłem szukać jakiegoś małego mieszkania. Będę w końcu głową rodziny... Jednak to szybko mi się znudziło, i zacząłem nawalać w CSa. Ja se debil, nie wyłączyłem głosu i Ally się obudziła. Usiadła na łóżku i przytuliła się do mnie.
- Słuchawki to ty masz? - zapytała.
- Mam - odpowiedziałem.
- Jestem głodna - powiedziała.
Zeszliśmy na dół, i zrobiłem dziewczynie kanapki.
- Idę do domu, odprowadzisz mnie? - spytała.
- Aham - odparłem.
Dostałem SMSa. Od Maggie. Dyskretnie go przeczytałem. " Siemka przystojniaku :*" pisała " Co tam u Ally? Dzisiaj będę w Londynie, może gdzieś wyjdziemy?".
- Kto pisze? - zapytała dziewczyna.
- Dez. Chce się spotkać - skłamałem - odprowadzę cię do domu, i pójdę.
- Może pójdę z wami?
- Nie, dawno się już z Dezem nigdzie nie wychodziliśmy, no wiesz - powiedziałem.
- Ok. Jak sobie życzysz.
Brunetka zjadła jedzenie, i wyszliśmy. Weszliśmy do domu Ally. Wtedy moja siostra właśnie budziła resztę. Odprowadziłem moją dziewczynę do pokoju, i wyszedłem. Umówiliśmy się w Brixton (dzielnicy Londynu). Maggie przyszła z Lacasem. Ten chłopczyk jest taki słodki. Wyszli mi na przeciw.
- Hej - powiedziałem.
- No cześć - odparła.
- Tak sobie pomyślałem, że możemy iść do jakiegoś sklepu dziecięcego, i kupiłbym coś naszemu maluszkowi - rzekłem.
- To Ally jest w ciąży? Gratulacje - powiedziała i przytuliła mnie.
(Ally)
Wiedziałam, że Austin nie idzie na spotkanie z Dezem. Postanowiłam go śledzić. Wiem, nie powinnam, ale chciałam zobaczyć gdzie idzie. Na Brixton spotkał się z jakąś dziewczyną z dzieckiem. Nie znałam jej, jest na pewno starsza od nas. Kawałek szli, kiedy Austin jej coś powiedział a ona uwiesiła mu się na szyi. Wybuchnełam płaczem. Nie chciałam tego widzieć. Pobiegłam do domu. Biegłam. Biegłam. Chciałam być jak najdalej od niego. W pewnym momencie, potknełam się na kamieniu, przewróciłam się na chodnik, i usnełam...
(Narrator)
Austin kupił z Maggie wiekieeego miśka. Lucasowi też takiego kupił, ale mniejszego. Wracał teraz do domu, ale chciał jeszcze zostawić misia u Ally. Nagle zauważył jakieś zbiegowisko. Podszedł bliżej. Zobaczył tam Ally. Dziewczyna leżała na ziemi, z głowu leciała jej krew. Odepchnął ludzi klęczących nad nią, i objął jej twarz w dłonie.
- Będzie dobrze - szeptał do dziewczyny. Poczuł że po policzku poleciała mu łza.
Przyjechała karetka. Mężczyźni zabrali Ally na nosze. Austin podbiegł do jednego z nich.
- Mogę z wami jechać? - zapytał.
- A pan jest...?
- Jestem jej chłopakiem. Będę mieć z nią dziecko.
- No dobra - odparł znużonym głosem sanitariusz.
Austin cały czas trzymał dziewczynę za rękę. Po drodze zadzwonił jeszcze do Kate, oznajmić jej, że Ally miała wypadek. Powiedziała, że szybko przyjedzie. Dojechali do szpitala. Wzieli Ally do jakiejś sali i kazali mu zostać na korytarzu. Po dziesięciu minutach wyszedł lekarz.
- Ciąża pani Dawson jest zagrożona, ale należy być dobrej myśli - uśmiechnął się i poszedł.
Przybiegła Kate.
- Co z nią? - zapytała.
- No, jej ciąża jest zagrożona, a teraz śpi - odparł.
- Można do niej wejść?
- Nie wiem, chyba nie bo jeszcze robią badania.
Przybita blondynka usiadła na krzesełku.Austin usiadł obok niej.
- Miałam się nią opiekować...- powiedziała.
- To nie twoja wina - chciał ją jakoś pocieszyć.
Dziewczyna schowała twarz w rękach.
- Myślisz, że trzeba dzwonić do rodziców? - zapytała.
- Nie trzeba. Jest silna, szybko z tego wyjdzie - odparł blondyn i objął Kate ramieniem.